sobota, 5 listopada 2022

Tradycja i współczesność kultury Podhala

„Tak to juz na tym świecie urządzone, ze cłek całe zycie robi, zaganio, buduje, zbijo do kupy, sarpie sie i ani sie obeźre, a juz mu zycie przesło. Gemba zezgrzymbiano jak stary papuć, kudły przesły z coła na potylice, zymbiska sie kajsi potracieły, broda śturko po nosie, brzuk ani worek grul, kości zgrzypiom. A poźrołbyś ino kajsi po młodej, to sie zaroz pukajom w głowe, ze sie staremu odbijo. Zacyno cłek stękać, kwękać i niedługo pewnie trza sie bedzie z tym światem zegnać. I patrzoj - juz cie wlekom nogami do przodu. Na pogrzeb zbiere sie więkso abo mniejso gromada, odmówiom, co trza, odśpiywajom swoje, a pote hebaj syćka wartko na stype, nolepiej do karcmy, bo teroz nastała tako moda. Trza przecie wypić za wiecny spokój nieboscyka. Zrazu wypodo cosi jesce o nim przepedzieć, a pote to juz kozdy trzescy swoje i po kwili nik nawet nie bocy, po co tu przyseł. A poniejeden by fnetki chycieł śpiywać!”. Fragment książki Józefa Pitonia „W niebie i na Ziymi

Józef Pitoń nazywany przez miejscowych ikoną Podhala to autor gawęd góralskich i publikacji książkowych ( „W niebie i na Ziymi”, „Moje bajdy”, „Na- ski świat”, „Holni ludzie”, „Lecom roki”, „Zbójnickie sprawy” i „Drzewiej i dziś”), twórca programów artystycznych, nagrodzonych na Międzynarodowych Festiwalach Folkloru Ziem Górskich, wielokrotny laureat konkursów folklorystycznych, m. in. dwudziestokrotny zwycięzca Sabałowych Bajań, kierownik artystyczny Zespołu im. Klimka Bachledy, kie- rownik zespołów regionalnych, instruktor sportowy i narciarski, przewodnik tatrzański i ratownik górski, twórca ludowy i instruktor tańca. Za zasługi dla Skalnego Podhala został uhonorowany wieloma nagroda- mi, m. in. nagrodą im. Oskara Kolberga. Józef Pitoń oprowadza po Zakopanem „po daw- nemu”. Tak jak to miało miejsce pod koniec XIX i na początku XX wieku zwiedzającym miejscowość towarzyszy kapela góralska. Na trasie wycieczki zlo- kalizowany jest m.in. dom pierwszego przewodnika tatrzańskiego – Klimka Bachledy urodzonego w Ko- ścielisku. Klimek był pierwszym góralem, który za- czął jeździć na nartach. Jego znajomość Tatr wzięła się z wypraw, podczas których towarzyszył jako tra- garz doktorowi Tytusowi Chałubińskiemu. Chału- biński odkrył i rozreklamował Zakopane, do którego pod koniec XIX wieku zaczęli tłumnie ściągać „pier- siowo chorzy”, miłośnicy górskich wypraw i artyści szukający inspiracji. Wśród nich m.in. Karol Szyma- nowski, którego willa Atma również znajduje się na trasie wycieczki „po dawnemu”. To tutaj kompozytor spisywał usłyszane od górali nuty, by następnie stały się częścią baletu „Harnasie”. Na bazie góralszczy- zny tworzył również Stanisław Witkiewicz marzący o uczynieniu willowego stylu zakopiańskiego sty- lem narodowym w architekturze. Charakterystyczne elementy chat góralskich, które inspirowały Witkie- wicza, są wciąż magnesem dla przybyszów z Polski. W jednej z nich, gdzie mieści się karczma „Sopa”, Józef Pitoń opowiada o góralskiej tradycji. - Spotkaliśmy się w „Sopie”, bo to miejsce ważne dla Zakopanego? - To była jedna z pierwszych prawdziwie góralskich karczm w Zakopanem pomijając karczmę „U Wnuka”. Stała się modna, ludzie chcieli i chcą tutaj bywać. Teraz knajp w tym stylu się bardzo namnożyło, ale ona ma swój urok. Atmosfera jest normalna, znamy się tu wszyscy, obsługa, muzykanci, którzy tu grają. A kto tu nie grał. I Namysłowski, który przyjeżdżał na Kalatówki na jazzowe granie. I wspólnie z nim grali nasi muzykanci góralscy. W „Sopie” zaczynali grać chłopcy z Zakopowera. Sebastian chodził na naukę grania, wciągnął się i bardzo jego to wzięło. Strasznie lgnął do muzyki góralskiej i bardzo chciał dostać się do tego świata, gdzie działają jego ojciec Bolek i jego brat Jasiek. Wielu chłopców, którzy tu grają, uczy się w ten sposób grać od starszych. - Przekazywanie muzycznych tradycji góralskich odbywa się wciąż według tych samych zasad? - Dawniej odbywało się to normalnie Dziadek grał, potem grał syn czy synowie. Jeśli było ich dwóch, trzech to tworzyli swoją kapelę rodzinną. Grywali na uroczystościach rodzinnych, weselach, chrzcinach. A dzieci wyrastały wspólnie w tym klimacie. Gdy od małego obsłuchały się tej muzyki, nabyły w tym klimacie, widziały, że ojciec wujkowie grają, to przesiąkły nią i naturalnie ją przejmowały bez jakiś specjalnych szkół. Dzieciak pomalutku się wciągał, aż w końcu po- prawiał nieraz ojca. Teraz trochę się to pozmieniało, bo są zespoły w domach kultury i tam jest nauka grania. Jest osoba, która uczy muzyki i opiekuje się daną gru- pą. Nie tak jednak jak w szkołach muzycznych, gdzie naucza się klasycznego sposobu grania, które stanowi zupełnie inną technikę. Młodzież z czasem decyduje, czy chce uczyć się w szkole według ustalonych zasad czy w naturalny sposób jeden od drugiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pośrednik nieruchomości Kraków

Agent nieruchomości Kraków Nasze biuro Prime NIERUCHOMOŚCI prowadzi działalność w zakresie obrotu nieruchomościami, która obejmuje transak...