„Tak to juz na tym świecie urządzone, ze cłek całe zycie robi, zaganio, buduje,
zbijo do kupy, sarpie sie i ani sie obeźre, a juz mu zycie przesło. Gemba
zezgrzymbiano jak stary papuć, kudły przesły z coła na potylice, zymbiska sie
kajsi potracieły, broda śturko po nosie, brzuk ani worek grul, kości zgrzypiom.
A poźrołbyś ino kajsi po młodej, to sie zaroz pukajom w głowe, ze sie staremu
odbijo. Zacyno cłek stękać, kwękać i niedługo pewnie trza sie bedzie z tym
światem zegnać. I patrzoj - juz cie wlekom nogami do przodu. Na pogrzeb zbiere
sie więkso abo mniejso gromada, odmówiom, co trza, odśpiywajom swoje, a pote
hebaj syćka wartko na stype, nolepiej do karcmy, bo teroz nastała tako moda.
Trza przecie wypić za wiecny spokój nieboscyka. Zrazu wypodo cosi jesce o nim
przepedzieć, a pote to juz kozdy trzescy swoje i po kwili nik nawet nie bocy, po
co tu przyseł. A poniejeden by fnetki chycieł śpiywać!”. Fragment książki Józefa
Pitonia „W niebie i na Ziymi
Józef Pitoń nazywany przez miejscowych ikoną Podhala to autor gawęd góralskich i
publikacji książkowych ( „W niebie i na Ziymi”, „Moje bajdy”, „Na- ski świat”,
„Holni ludzie”, „Lecom roki”, „Zbójnickie sprawy” i „Drzewiej i dziś”), twórca
programów artystycznych, nagrodzonych na Międzynarodowych Festiwalach Folkloru
Ziem Górskich, wielokrotny laureat konkursów folklorystycznych, m. in.
dwudziestokrotny zwycięzca Sabałowych Bajań, kierownik artystyczny Zespołu im.
Klimka Bachledy, kie- rownik zespołów regionalnych, instruktor sportowy i
narciarski, przewodnik tatrzański i ratownik górski, twórca ludowy i instruktor
tańca. Za zasługi dla Skalnego Podhala został uhonorowany wieloma nagroda- mi,
m. in. nagrodą im. Oskara Kolberga. Józef Pitoń oprowadza po Zakopanem „po daw-
nemu”. Tak jak to miało miejsce pod koniec XIX i na początku XX wieku
zwiedzającym miejscowość towarzyszy kapela góralska. Na trasie wycieczki zlo-
kalizowany jest m.in. dom pierwszego przewodnika tatrzańskiego – Klimka Bachledy
urodzonego w Ko- ścielisku. Klimek był pierwszym góralem, który za- czął jeździć
na nartach. Jego znajomość Tatr wzięła się z wypraw, podczas których towarzyszył
jako tra- garz doktorowi Tytusowi Chałubińskiemu. Chału- biński odkrył i
rozreklamował Zakopane, do którego pod koniec XIX wieku zaczęli tłumnie ściągać
„pier- siowo chorzy”, miłośnicy górskich wypraw i artyści szukający inspiracji.
Wśród nich m.in. Karol Szyma- nowski, którego willa Atma również znajduje się na
trasie wycieczki „po dawnemu”. To tutaj kompozytor spisywał usłyszane od górali
nuty, by następnie stały się częścią baletu „Harnasie”. Na bazie góralszczy- zny
tworzył również Stanisław Witkiewicz marzący o uczynieniu willowego stylu
zakopiańskiego sty- lem narodowym w architekturze. Charakterystyczne elementy
chat góralskich, które inspirowały Witkie- wicza, są wciąż magnesem dla
przybyszów z Polski. W jednej z nich, gdzie mieści się karczma „Sopa”, Józef
Pitoń opowiada o góralskiej tradycji. - Spotkaliśmy się w „Sopie”, bo to miejsce
ważne dla Zakopanego? - To była jedna z pierwszych prawdziwie góralskich karczm
w Zakopanem pomijając karczmę „U Wnuka”. Stała się modna, ludzie chcieli i chcą
tutaj bywać. Teraz knajp w tym stylu się bardzo namnożyło, ale ona ma swój urok.
Atmosfera jest normalna, znamy się tu wszyscy, obsługa, muzykanci, którzy tu
grają. A kto tu nie grał. I Namysłowski, który przyjeżdżał na Kalatówki na
jazzowe granie. I wspólnie z nim grali nasi muzykanci góralscy. W „Sopie”
zaczynali grać chłopcy z Zakopowera. Sebastian chodził na naukę grania, wciągnął
się i bardzo jego to wzięło. Strasznie lgnął do muzyki góralskiej i bardzo
chciał dostać się do tego świata, gdzie działają jego ojciec Bolek i jego brat
Jasiek. Wielu chłopców, którzy tu grają, uczy się w ten sposób grać od
starszych. - Przekazywanie muzycznych tradycji góralskich odbywa się wciąż
według tych samych zasad? - Dawniej odbywało się to normalnie Dziadek grał,
potem grał syn czy synowie. Jeśli było ich dwóch, trzech to tworzyli swoją
kapelę rodzinną. Grywali na uroczystościach rodzinnych, weselach, chrzcinach. A
dzieci wyrastały wspólnie w tym klimacie. Gdy od małego obsłuchały się tej
muzyki, nabyły w tym klimacie, widziały, że ojciec wujkowie grają, to przesiąkły
nią i naturalnie ją przejmowały bez jakiś specjalnych szkół. Dzieciak pomalutku
się wciągał, aż w końcu po- prawiał nieraz ojca. Teraz trochę się to
pozmieniało, bo są zespoły w domach kultury i tam jest nauka grania. Jest osoba,
która uczy muzyki i opiekuje się daną gru- pą. Nie tak jednak jak w szkołach
muzycznych, gdzie naucza się klasycznego sposobu grania, które stanowi zupełnie
inną technikę. Młodzież z czasem decyduje, czy chce uczyć się w szkole według
ustalonych zasad czy w naturalny sposób jeden od drugiego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pośrednik nieruchomości Kraków
Agent nieruchomości Kraków Nasze biuro Prime NIERUCHOMOŚCI prowadzi działalność w zakresie obrotu nieruchomościami, która obejmuje transak...
-
Biuro nieruchomości Nowa Huta Na stronie internetowej grodzkienieruchomosci.pl możesz sprawdzić, jak wiele atrakcyjnych nieruchomości w k...
-
Data: 3/4 III 1942 Operacja: Collar Dowódca: kpt. naw. Antoni Voelnagel - Źródło : "Cichociemni", J.Tucholski str. 134. Ekipa:...
-
Harold Adrian Russell "Kim" Philby to jedna z najbardziej kontrowersyjnych i tajemniczych postaci w dziejach wywiadu. Przyszedł na...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz