niedziela, 6 listopada 2022

Cichociemni 3/4 III 1942

Data: 3/4 III 1942
Operacja: Collar
Dowódca: kpt. naw. Antoni Voelnagel - Źródło : "Cichociemni", J.Tucholski str. 134.
Ekipa: IV

(Źródło : S. Jankowski, "Z fałszywym ausweisem...", s. 294. 3 marca 1942 roku o godzinie 18.35 z lotniska polowego w Leconfield koło Stradishall wystartował Halifax wraz z sześcioma cichociemnymi i dziewięcioma członkami załogi. Obsługa samolotu składała się z dziewięciu osób: pilota Juliana Pieniążka, drugiego pilota Stanisława Kłosowskiego, nawigatora Mariusza Wodzickiego, nawigatora Stanisława Króla, radiooperatora Ignacego Batora, mechanika Czesława Kozłowskiego, strzelca Zdzisława Nowińskiego, strzelca Michała Tajchmana, dispatchera Tadeusza Madejskiego.)
Mamy podane nazwiska dwóch pilotów. Ustalenie prawdy jest obecnie niemożliwe.
W tajnych lotach do Polski stosowano zasadę, że dowódcą załogi załogi i całego samolotu był nawigator. Badacze czerpią tę wiedzę na podstawie protokołów lotów, innych dokumentów wystawianych przed odlotem oraz raportu po powrocie, które był podpisywane przez nawigatora. Sprawa ta jednak nie jest postawiona jasno. Według zasad polskich dowódcą załogi był nawigator, ale według brytyjskich – pilot. Polskie lotnictwo podlegało władzom RAF, więc musiało się stosować do panujących tam przepisów. Józef Galiński w książce „Politycy i żołnierze” badał, kto rzeczywiście dowodził. W rozmowach z polskimi pilotami, uzyskał sprzeczne odpowiedzi. Brytyjskie Ministerstwo Obrony stwierdza, że wszystkie narodowe jednostki lotnicze podlegały władzom RAF oraz brytyjskim przepisom, więc dowódcą był pilot.

- por. art. rez. Stanisław Jankowski ps. "Burek", " Kucharski", "Agaton", szef Wydziału Techniczno-Legalizacyjnego II Oddziału KG AK, a więc posiadał wybitne kwalifikacje w zakresie tzw. legalizacji i fałszowania dokumentów. Jest to autor książki "Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie", w której opisuje swoje i przyjaciół, kolegów dokonania w konspiracji oraz w czasie Powst. Warsz. Po Powstaniu w obozie jenieckim wraz z grupą wysokiej rangi oficerów AK, gen. Tadeusz Komorowski (jako adiutant), gen. Tadeusz Pełczyński, gen. Tadeusz Kossakowski, płk. dypl. Kazimierz Iranek-Osmecki. - por. kaw. Jan Kochański ps. "Jarma", "Alojzy", przydział II Oddziale KG AK, w Wywiadzie Ofensywnym, jako kierownik komórki "bezpieczeństwa wywiadu" czyli "kontrwywiadu wywiadu". Po wsypie w czerwcu 1943 roku przeniesiony do Obszaru Lwowskiego AK, aresztowany wraz z żoną we Lwowie przewieziony do Warszawy 16.II.1944 r. wyprowadzony z celi na Pawiaku. Odtąd zaginął.

- kpt. piech. rez. Zygmunt Milewicz ps. "Róg", "Witold", Odd. V KG AK, do komórki na prawach wydziału o kryptonimie "Syrena", która zajmowała się koordynacją i organizacją przyjmowania zrzutów spadochronowych w Kraju. Trafił do "Syreny" na miejsce por. Jana Piwnika ps. "Ponury", który przeszedł do "Wachlarza", pracował w komórce "Syrena" nieprzerwanie przez ponad 2 lata, aż do Powst. Warsz. został ranny, dostał się do niewoli, z której zbiegł i przedostał się do Częstochowy. Następnie w Częstochowie odszukał ludzi z komórki zrzutowej "Syreny", został zastępcą szefa tej komórki i dotrwał na tym stanowisku do końca zrzutowego sezonu operacyjnego o kryptonimie "Odwet".

- kpt. art. Bohdan Piątkowski ps. "Mak", "Dżul", IV odc. "Wachlarza", aresztowany 12.XII.42, podczas próby ucieczki ranny i ujęty. Widziany 10.III.43. odtąd zaginął w Mińsku (Białoruś, terytorium ZSRR). Prawdopodobnie jego zaginięcie (śmierć) pozostaje w związku z zaginięciem w dn. 6.02.1943 r. w tymże Mińsku Białoruskim mjr dypl. Tadeusza Sokołowskiego ps. "Trop" oraz kpt. Wacława Zaorskiego ps. w okresie 7 - 9.XII.1942 roku. - por. piech. Franciszek Pukacki ps. "Gzyms", II odc. "Wachlarza", w styczniu 1943 roku przekazany przez dowództwo II Odcinka Organizacji "Wachlarz" do Okręgu Wołyńskiego. Dowódca Odziału "Gzyms" w Inspektoracie Rejonowym Równe Okręgu Wołyńskiego, który operował na południe od Równego, w okolicach Ostroga nad Horyniem. Oddział toczył walki na terenie Inspektoratu m.in. w sierpniu 1943 r. W lutym 1943 r. Oddział "Gzyms" wchodzi w skład 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK a jego dowódca por. Franciszek Pukacki ps. "Gzyms" dowodzi jednym z batalionów tej dywizji, biorąc udział w ciężkich walkach 27 Dywizji w przeprawie przez Bug na Lubelszczyznę. W latach 44 - 48 przebywał w ZSRR.

- por. art. rez. Jan Rogowski ps. "Czarka", II odc. "Wachlarza", dowódca zgrupowania patroli. W 1943 ma wspomóc nowego szefa kieleckiego Kedywu, wówczas jeszcze por. Piwnika - "Ponurego". Aresztowany w Zwiahlu zbiegł, zastępca d-cy 18.I.1943 akcja odbicie więzienia w Pińsku. Dowodził później 1 plutonem tzw. "warszawskim" w jednym z oddziałów Zgrupowań Partyzanckich AK Ponury - Zgrupowaniu nr 2 - dowódca "Robot", ciężko ranny pod Łączną ponownie bazy w Warszawie. W lipcu 1943 r. został ranny podczas odwetowej akcji na torach kolejowych za pacyfikację wsi Michniów. Aresztowany przez Gestapo 3.I.1944 w Białobrzegach pod nazwiskiem Piotr Jaczyński podczas przewozu transportu zaopatrzenia zimowego dla zgrupowań. Torturowany w Radomiu rozstrzelany 16.II.1944 r.

Zrzut na placówkę "Pole", Miejscem zrzutu miała być polana wśród zagajników położona siedem kilometrów na północny – zachód od Wyszkowa. Znakiem rozpoznawczym placówki oczekiwania będzie pięć białych świateł ustawionych w odstępach dziesięciu metrów w formie litery T. Sygnał ten powinien być nadawany od godziny pierwszej do trzeciej nad ranem. Gdyby go zabrakło, co oznaczało zagrożenie terenu, załoga miała zawracać. Odbiór wykonany starannie, rozrzut 600 m zrzut otrzymał ocenę wzorową.

sobota, 5 listopada 2022

Tradycja i współczesność kultury Podhala

„Tak to juz na tym świecie urządzone, ze cłek całe zycie robi, zaganio, buduje, zbijo do kupy, sarpie sie i ani sie obeźre, a juz mu zycie przesło. Gemba zezgrzymbiano jak stary papuć, kudły przesły z coła na potylice, zymbiska sie kajsi potracieły, broda śturko po nosie, brzuk ani worek grul, kości zgrzypiom. A poźrołbyś ino kajsi po młodej, to sie zaroz pukajom w głowe, ze sie staremu odbijo. Zacyno cłek stękać, kwękać i niedługo pewnie trza sie bedzie z tym światem zegnać. I patrzoj - juz cie wlekom nogami do przodu. Na pogrzeb zbiere sie więkso abo mniejso gromada, odmówiom, co trza, odśpiywajom swoje, a pote hebaj syćka wartko na stype, nolepiej do karcmy, bo teroz nastała tako moda. Trza przecie wypić za wiecny spokój nieboscyka. Zrazu wypodo cosi jesce o nim przepedzieć, a pote to juz kozdy trzescy swoje i po kwili nik nawet nie bocy, po co tu przyseł. A poniejeden by fnetki chycieł śpiywać!”. Fragment książki Józefa Pitonia „W niebie i na Ziymi

Józef Pitoń nazywany przez miejscowych ikoną Podhala to autor gawęd góralskich i publikacji książkowych ( „W niebie i na Ziymi”, „Moje bajdy”, „Na- ski świat”, „Holni ludzie”, „Lecom roki”, „Zbójnickie sprawy” i „Drzewiej i dziś”), twórca programów artystycznych, nagrodzonych na Międzynarodowych Festiwalach Folkloru Ziem Górskich, wielokrotny laureat konkursów folklorystycznych, m. in. dwudziestokrotny zwycięzca Sabałowych Bajań, kierownik artystyczny Zespołu im. Klimka Bachledy, kie- rownik zespołów regionalnych, instruktor sportowy i narciarski, przewodnik tatrzański i ratownik górski, twórca ludowy i instruktor tańca. Za zasługi dla Skalnego Podhala został uhonorowany wieloma nagroda- mi, m. in. nagrodą im. Oskara Kolberga. Józef Pitoń oprowadza po Zakopanem „po daw- nemu”. Tak jak to miało miejsce pod koniec XIX i na początku XX wieku zwiedzającym miejscowość towarzyszy kapela góralska. Na trasie wycieczki zlo- kalizowany jest m.in. dom pierwszego przewodnika tatrzańskiego – Klimka Bachledy urodzonego w Ko- ścielisku. Klimek był pierwszym góralem, który za- czął jeździć na nartach. Jego znajomość Tatr wzięła się z wypraw, podczas których towarzyszył jako tra- garz doktorowi Tytusowi Chałubińskiemu. Chału- biński odkrył i rozreklamował Zakopane, do którego pod koniec XIX wieku zaczęli tłumnie ściągać „pier- siowo chorzy”, miłośnicy górskich wypraw i artyści szukający inspiracji. Wśród nich m.in. Karol Szyma- nowski, którego willa Atma również znajduje się na trasie wycieczki „po dawnemu”. To tutaj kompozytor spisywał usłyszane od górali nuty, by następnie stały się częścią baletu „Harnasie”. Na bazie góralszczy- zny tworzył również Stanisław Witkiewicz marzący o uczynieniu willowego stylu zakopiańskiego sty- lem narodowym w architekturze. Charakterystyczne elementy chat góralskich, które inspirowały Witkie- wicza, są wciąż magnesem dla przybyszów z Polski. W jednej z nich, gdzie mieści się karczma „Sopa”, Józef Pitoń opowiada o góralskiej tradycji. - Spotkaliśmy się w „Sopie”, bo to miejsce ważne dla Zakopanego? - To była jedna z pierwszych prawdziwie góralskich karczm w Zakopanem pomijając karczmę „U Wnuka”. Stała się modna, ludzie chcieli i chcą tutaj bywać. Teraz knajp w tym stylu się bardzo namnożyło, ale ona ma swój urok. Atmosfera jest normalna, znamy się tu wszyscy, obsługa, muzykanci, którzy tu grają. A kto tu nie grał. I Namysłowski, który przyjeżdżał na Kalatówki na jazzowe granie. I wspólnie z nim grali nasi muzykanci góralscy. W „Sopie” zaczynali grać chłopcy z Zakopowera. Sebastian chodził na naukę grania, wciągnął się i bardzo jego to wzięło. Strasznie lgnął do muzyki góralskiej i bardzo chciał dostać się do tego świata, gdzie działają jego ojciec Bolek i jego brat Jasiek. Wielu chłopców, którzy tu grają, uczy się w ten sposób grać od starszych. - Przekazywanie muzycznych tradycji góralskich odbywa się wciąż według tych samych zasad? - Dawniej odbywało się to normalnie Dziadek grał, potem grał syn czy synowie. Jeśli było ich dwóch, trzech to tworzyli swoją kapelę rodzinną. Grywali na uroczystościach rodzinnych, weselach, chrzcinach. A dzieci wyrastały wspólnie w tym klimacie. Gdy od małego obsłuchały się tej muzyki, nabyły w tym klimacie, widziały, że ojciec wujkowie grają, to przesiąkły nią i naturalnie ją przejmowały bez jakiś specjalnych szkół. Dzieciak pomalutku się wciągał, aż w końcu po- prawiał nieraz ojca. Teraz trochę się to pozmieniało, bo są zespoły w domach kultury i tam jest nauka grania. Jest osoba, która uczy muzyki i opiekuje się daną gru- pą. Nie tak jednak jak w szkołach muzycznych, gdzie naucza się klasycznego sposobu grania, które stanowi zupełnie inną technikę. Młodzież z czasem decyduje, czy chce uczyć się w szkole według ustalonych zasad czy w naturalny sposób jeden od drugiego.

Pośrednik nieruchomości Kraków

Agent nieruchomości Kraków Nasze biuro Prime NIERUCHOMOŚCI prowadzi działalność w zakresie obrotu nieruchomościami, która obejmuje transak...